środa, 4 maja 2016

Biblioteka: Monte Cassino, cz.I


Początki skryptorium, jak i bibliotek w świecie postantycznym nierozerwalnie związane są ze wspólnotami Świętego Benedykta. 
Monte Cassino, dziedziniec wewnętrzny.


Ciekawe jednak, że w regule spisanej przez Benedykta na Monte Cassino, zawierającej nieraz szczegółowe informacje co powinno się w klasztorze znaleźć, brak bezpośrednich informacji o skryptorium, czy też bibliotece.


O czytaniu św. Benedykt pisał w rozdziale 48, poświęconym…pracy fizycznej. Dotyczy on jedynie okresu przed i w trakcie Wielkiego Postu:

”W dniach Wielkiego Postu od rana do końca godziny trzeciej niech poświęcą [mnisi] czas czytaniu, a następnie do godziny dziesiątej wykonują powierzoną im pracę.”
Święty Benedykt spisujący regułę, Herman Nieg (1849-1928).


Zaznacza on również potrzebę wyznaczenia osoby sprawdzającej braci, czy należycie oddają się lekturze:

„W godzinach, w których bracia mają zajmować się czytaniem, będą oni obchodzić klasztor i patrzeć czy nie znajdzie się ktoś opieszały, kto nic nie robi albo gada, zamiast pracowicie czytać…”

 We fragmencie, w którym Benedykt pisze o potrzebie czytania w okresie Wielkiego Postu, wspomina bibliotekę:

 […] każdy otrzyma z biblioteki jedną książkę, którą powinien przeczytać od pierwszej do ostatniej strony w całości.”


Właściwie jest to jedyny fragment Reguły, w której Benedykt pośrednio wspomina istnienie na Monte Cassino biblioteki klasztornej. Wygląda jednak na to, że swoje znaczenie zyskała w wiekach późniejszych, kiedy z czasem takie klasztory jak ten na Monte Cassino stały się skarbnicami wiedzy wszelakiej.

wtorek, 19 kwietnia 2016

O pewnej grzesznej Gudzie oraz innych żeńskich skrybach.

W jednym z niemieckich manuskryptów z końca XII wieku umieszczony jest inicjał „O”, w którym znajduje się portret kobiety i napis: „Grzeszna kobieta Guda napisała i ozdobiła tę książkę”.

Myśląc o skrybie wyobrażamy sobie raczej mężczyznę, przeważnie mnicha, pochylającego swą tonsurę nad pergaminem. Wiele  osób może być więc zaskoczona faktem, że już od wczesnego średniowiecza również w klasztorach żeńskich znajdowały się zakonnice spełniające funkcje skrybów, iluminatorów lub najczęściej posiadające w ręku fach jeden jak i drugi.

Christine de Pisan, autorka, pierwsza w Europie zawodowa literatka, żyjąca na przełomie XIV i XV wieku.

Już pod koniec III wieku teolog i historyk chrześcijański Euzebiusz z Cezarei pisał o potrzebie zatrudniania kobiet jako kopistów, a w  V wieku wymagano od zakonnic umiejętności pisania i czytania, tak aby mogły poświęcić przynajmniej dwie godziny dziennie na studiowanie.

Klasztor chociaż kojarzony z miejscem zamkniętym, odseparowanym od rzeczywistości, dla kobiet niejednokrotnie mógł być miejscem, w którym mogły one dać upust zdolnościom twórczym. Coś czego nie mogły robić prowadząc życie rodzinne, czyli pisanie lub przepisywanie ksiąg mogły wykonywać za klauzurą.

Najwięcej informacji o skrybach i iluminatorach w żeńskich klasztorach pochodzi z XII wieku. Wiemy o istnieniu zakonnic kopistów z tego okresu w Niemczech, Francji, Szwajcarii, jak i na terenie Alzacji, Bawarii, Monachium oraz Austrii.

Niektóre z zakonnic były naprawdę wykształcone, jak chociażby siostra Leukardia z Mallersdorf, która oprócz języka niemieckiego znała grekę i dzięki czemu wzbogacała bibliotekę klasztoru pracowicie kopiując dzieła w tych językach.

 Przede wszystkim jednak trzeba napisać o  Herradzie z Landsbergu. W roku 1185 jako mniszka klasztoru Hohenburg w Alzacji ukończyła pisać oraz iluminować  Hortus deliciarum, czyli „Ogród przysmaków” . Bynajmniej nie była to książka kucharska. Chodziło o przysmaki czysto intelektualne. Jej dzieło bowiem było rodzajem encyklopedii, zawierające oprócz wyciągów z dzieł Ojców Kościoła i Pisma Świętego rozprawy filozoficzne, astronomiczne,  geograficzne, a także fragmenty mitologii antycznej, czy historii powszechnej, a nawet pieśni wraz z zapisami nutowymi. Jednym słowem było to kompendium wiedzy człowieka XII-sto wiecznego. Niestety  znamy je jedynie fragmentarycznie z XIX-sto wiecznych odpisów i kopii miniatur. Wykonano je na kilkadziesiąt lat przed tym jak księga została zniszczona w czasie bombardowania Sztrasburga w roku 1870, gdzie kodeks się wówczas znajdował.

Siedem sztuk wyzwolonych z Hortus deliciarum. 
 
Piekło z Hortus deliciarum




Imion sióstr, które parały się kopiowaniem i ozdabianiem ksiąg można byłoby wymienić więcej, jak chociażby siostra Gertruda z klasztoru w Schwartzenthau, czy Dimuda z klasztoru Wessobrun. Poza nimi  zapewne istniała cała rzesza zakonnic-skrybów anonimowych. Wiele znanych nam kodeksów mogło zostać spisanych ręką kobiecą, problem w tym, że do XII wieku nie wielu skrybów umieszczało swoje kolofony,  takie jak ten siostry Gudy zacytowany z początku postu.


Od XIII wieku, kiedy fach kopisty powoli zaczyna przechodzić w ręce świeckich wśród nich pojawiają się także kobiety.  We Włoszech, na przykład, w  dokumentach z tego wieku można znaleźć informacje o aż 139 kobietach-kopistach. 

środa, 30 marca 2016

Biblioteka: "żądza posiadania książek", czyli o bibliotece Załuskich słów kilka.

W naszym cyklu poświęconemu bibliotekom przeskakujemy  nietypowo z początków bibliotek średniowiecznych na wiek XVIII.

„Jedni pałają namiętnością do koni, drudzy do ptaków, inni do zwierząt, a mnie atoli od chłopięctwa ogromna opanowała żądza posiadania książek”. Mawiał Józef Andrzej Załuski, który już w wieku 18 lat posiadał wcale nieskromny księgozbiór.
Józef Andrzej Załuski

Zacięcie bibliofilskie odziedziczył po swoich przodkach również starszy z Załuskich Andrzej Stanisław. Miał on pokaźny księgozbiór na Marywilu w Warszawie.

Z dwóch braci prawdziwym miłośnikiem starodruków był jednak Józef, który kiedy tylko opanowywała go „żądza posiadania książek” potrafił się imać najróżniejszych sposobów, aby je zdobyć. Najczęściej po prostu księgi kupował lub dostawał w darze, ale bywało, że  pożyczał je…z nadzieją, że nikt nie upomni się o ich zwrot. Zdarzało się czasami, że  kiedy zawiodły wszelkie legalne środki pozyskania dzieła, uciekał się do kradzieży bezpośredniej.

Wizyta Józefa w watykańskiej bibliotece stało się dla młodego Załuskiego inspiracją to stworzenia podobnej biblioteki w Polsce. Pamiętajmy, że w XVIII wieku w naszym kraju istniały prywatne księgozbiory, ale  nie było ż a d n e j biblioteki narodowej. Wiek zwany „oświeconym” takowej się domagał.

Dwaj bracia Załuscy dopięli w końcu swego i otworzyli bibliotekę w pałacu Daniłowiczowskim w Warszawie, dokładnie 8 sierpnia 1747 roku.
Zygmunt Vogel, biblioteka Załuskich.


Biblioteka jak każde miejsce publiczne musiała posiadać swój regulamin przestrzegany przez jej użytkowników. W zapisach tegoż były takie, które nas dzisiaj nie powinny dziwić: zachowanie ciszy, wpłacanie kaucji i zostawianie dokumentów tożsamości przy wypożyczaniu książek, ale są i takie, które dzisiaj praktykuje się cokolwiek (jeśli w ogóle) rzadko, jak to, że przed czytaniem powinno się odmówić Zdrowaś Mario, w intencji fundatorów biblioteki.
Exlibris biblioteki Załuskich.


Kradzież książek uznawano za świętokradztwo, i aby temu zapobiec Załuscy postarali się nawet u Papieża o ewentualne nakładanie ekskomuniki na złodziei bibliotecznych (Ciekawe, czy czyniąc to Józef Andrzej bił się w pierś na wspomnienie rzadkich, ale jednak stosowanych przez niego sposobów powiększania swego księgozbioru).

Losy biblioteki były długie i zawiłe i nie miejsce tu, aby je opisywać. Wystarczy tylko wspomnieć, że znaczna część księgozbiorów braci Załuskich znajduje się od końca XVIII wieku do dzisiaj w rosyjskiej Bibliotece Narodowej w Sankt Petersburgu i wciąż czeka na powrót do kraju.

W Polsce bibliotekę Załuskich zastąpiła po wojnie Biblioteka Narodowa. 

środa, 17 lutego 2016

Pulpit

Pisząc o średniowiecznych manuskryptach wiele miejsca poświęca się na opis gęsich piór, atramentu, pergaminu, czy pracy skryby oraz powstawania samych kodeksów. Warto jednak poświęcić chociażby krótką wzmiankę o pomijanym zwykle, a jednak  istotnym meblu bez którego trudno byłoby obejść się kopiście podczas pracy – pulpicie.
Liczne zachowane figurki skrybów egipskich pokazują nam pisarzy siedzących bezpośrednio na ziemi i trzymających zwój papirusu rozwinięty na skrzyżowanych nogach.
Egipski skryba.
 Tak pisano w kraju faraonów, w przypadku średniowiecznych skrybów było jednak inaczej. Potrzebowali oni zorganizowanej przestrzeni do przepisywania ksiąg. Pulpit stanowił więc podstawowe wyposażenie każdego średniowiecznego skryptorium.

Od XV wieku zaczęło upowszechniać się pisanie na płaskim blacie stołu. Wcześniej używano powierzchni ułożonych pod kątem mniej więcej 45 stopni.

Często blat pulpitu nakrywano suknem, aby nie poniszczyć kart pergaminu (pamiętajmy, że skryba nie dostawał pustej księgi do której przenosił treść z książki kopiowanej ale osobne arkusze). Poza bezpośrednim miejscem pracy kopista potrzebował miejsca gdzie mógłby umieścić oryginalny tekst, najlepiej w bezpośrednim sąsiedztwie.

Na dwóch poniższych ilustracjach widzimy postać Jean’a Miélot’a, XV-wiecznego już autora, kopisty i iluminatora zarazem. Siedzi przy dużym pulpicie, nad którym znajduje się mniejszy, z leżącym na nim otwartym tekstem. Jeden ruch głową wystarczył mu, aby zerknąć na kolejna linijkę tekstu, którą mógł przepisać.

Istniały również pulpity przenośne, które  służyły do pisania oraz jako poręczne skrzyneczki do przechowywania narzędzi pisarskich. Były one zwykle niewielkie i pochyłe nieznacznie w porównaniu z pulpitami stojącymi w skryptoriach.

Skryba z przenośnym pulpitem. Detal architektoniczny z katedry Chartres, Francja.
Jak widać na załączonej poniżej ilustracji na swój sposób przenośne pulpity funkcjonują dzisiaj i chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć dlaczego słysząc słowo pulpit myślimy raczej o komputerach, a nie o średniowiecznych klasztorach.








środa, 3 lutego 2016

Biblioteka: "jak twierdza bez zbrojowni".


Rozpoczynamy nowy cykl, który dotyczyć będzie bibliotek. Nie tylko średniowiecznych!

Biblioteka opactwa benedyktynów w Melku, Austria
Księgi początkowo gromadzone były jedynie w miejscach takich jak klasztory. 

W wieku XII mawiano: 

"Klasztor bez ksiąg jest jak twierdza bez zbrojowni. Biblioteka jest prawdziwym skarbem klasztoru. Bez niej jest on jak kuchnia bez kotła, stół bez potraw, rzeka bez ryb, ogród bez kwiatów, sakiewka bez pieniędzy, winnica bez winogron, wieża bez strażnika, dom bez sprzętów".

Biblioteki mogły być małe i znajdowały się w pomieszczeniach zwanych  armarium. Nazwa ta pochodzi od łacińskiego słowa arma oznaczającego broń. Traktowano więc książki jako broń duchową, a klasztor bez biblioteki, jak czytaliśmy wcześniej, jako: „ twierdzę bez zbrojowni”.

Pierwszą klasztorną biblioteką o jakiej wiemy była ta założona przez Kasjodora w zbudowanym przez niego w roku 540 klasztorze w Vivarium.


Potem powstawały kolejne w innych częściach świata średniowiecznego: we Włoszech (Bobbio, Pomposie), Francji (Luxeuil, Tours), Hiszpanii (Kordoba, Ripoli), Niemczech (Ratyzbona, Lorsch, Fulda), czy w Szwajcarii, w opactwie Sankt Gallen.


piątek, 22 stycznia 2016

Skryba, rękopis i niedźwiedź


Czy zetknęliście się Państwo z powiedzeniem, że „książki są pokarmem duszy”? Zapewne tak, zwłaszcza, że odwiedzacie Państwo stronę książkom poświęconą.

W skryptorium dzisiaj ciekawostka, która pokazuje, że głód książki może być iście niedźwiedzi.

Był wiek XII. Piotr Czcigodny, opat klasztoru benedyktynów w Cluny, a dzisiaj święty Kościoła Katolickiego (w Cluny „nie było ani jednego opata, który nie był święty” pisał Grzegorz VII) przesłał list do przeora Wielkiej Kartuzji. Treść listu stanowiła prośba, typowa jak na owe czasy, wypożyczenia księgi. W średniowieczu Książki wędrowały z klasztoru do klasztoru kopiowane tam i oddawane z powrotem. Natomiast nietypowe było umotywowanie przez Piotra Czcigodnego prośby skierowanej do kartuzów:

„…prześlij nam, jeśliś łaskaw, wolumen z listami św. Augustyna, zawierający listy do św. Hieronima i Hieronima do Augustyna. Wygląda bowiem na to, że większa część naszego wolumenu została zjedzona przez niedźwiedzia.

Tło całej historii niestety jest nam nie znane. A szkoda, bo zapewne musiała być ona nie lada ciekawa. Ten list tak spodobał się nauczycielce historii ze Stanów Zjednoczonych Katy Beebe, że wypełniając luki w historii przy użyciu bogatej wyobraźni napisała książkę dla dzieci: „Brat Hugo i Niedźwiedź”.

Niestety książka dostępna jest jedynie w języku angielskim, ale może ktoś kiedyś pokusi się o wydanie jej po polsku?

Poniżej filmik prezentujący ilustracje S.D. Schindler’a do  książki Pani Beebe.




wtorek, 5 stycznia 2016

Wielkie kodeksy biblijne, cz. II - Codex Alexandrinus



W jednym z wcześniejszych postów omawialiśmy Kodeks Synajski, jeden z tzw. Wielkich Kodeksów Biblijnych. Dziś zaprezentujemy kolejny z przedstawicieli najstarszych zachowanych uncjalnych kodeksów zawierających tekst Starego i Nowego Testamentu – Kodeks Aleksandryjski.



Powstał najprawdopodobniej w I-szej połowie V wieku i jest jednym z najbardziej kompletnych rękopisów Biblii napisanej po grecku. W XVII wieku za pośrednictwem Patriarchy Konstantynopola Cyryla Lukarisa został zaprezentowany na dworze Króla Anglii i na Wyspach już pozostał. Wiek później badacze określili go mianem najstarszego i  najlepszego tekstu Nowego Testamentu, który powinien stanowić podstawę do jego rekonstrukcji. Tak było, aż do odkrycia Kodeksu Synajskiego.

Kodeks ten jest również ciekawy ze względu na problematykę autentyczności tzw. perykopy o kobiecie cudzołożnej. Bibliści podejrzewali wcześniej bowiem, że fragment Ewangelii wg Św. Jana  (J 7,53-8,11) mówiący o konfrontacji Jezusa z faryzeuszami i sądem nad jawnogrzesznicą nie jest oryginalny. Wczesne teksty, jak Codex Alexandrinus, a konkretniej brak w nich przypowieści o cudzołożnicy, zdają się to potwierdzać. 
Henryk Siemiradzki, "Chrystus i jawnogrzesznica", 1873

wtorek, 22 grudnia 2015

Najstarsza kolęda polska


Pod koniec XIX wieku historyk kultury, językoznawca i slawista Aleksander Brückner przebywał w Petersburgu poszukując ksiąg, dokumentów i zapisków, które mogłyby rzucić światło na rozwój polskiego języka. Wśród wielu cennych rękopisów z dawnej biblioteki braci Załuskich znalazł kazanie spowiednika królowej Jadwigi, Jana Szczekny, z roku 1424. Cysters ten w treść swojej wypowiedzi wplótł tekst kolędy Zdrow bądź, krolu anjelski, zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, że dla osób żyjących setki lat później, takich jak Aleksander Brückner, będzie to najstarsza kolęda polska, jaką poznają przyszłe pokolenia. 

Niestety nie zachował się żaden zapis nutowy, a więc to w jaki sposób była ona śpiewana stanowi tylko i wyłącznie domysł. Z pewnością jednak oryginalnie brzmiała ona równie pięknie jak ta śpiewana na poniższym filmiku.

Zdrow bądź, krolu anjelski
K nam na świat w ciele przyszły,
Tyś za jisty Bog skryty,
W święte, czyste ciało wlity.
Zdrow bądź, Stworzycielu wszego stworzenia!
Narodził(e)ś się w ucierpienia
Prze swego luda zawinienie.
Zdrow bądź, Panie, od Panny
Jenż się narodził za nie.
Zdrow bądź, Jezu Kryste, krolu!
Racz przyjąci naszę chwałę,
Racz daci dobre skonanie
Prze twej Matki zasłużenie,
Abychom cię wżdy chwalili
Z Tobą wiecznie królowali. Amen.

Życzymy Wesołych Świat!




wtorek, 8 grudnia 2015

Pergamin, cz.II - metody produkcji


Do XV wieku na pulpitach skrybów, tak polskich jak i na Świecie, królował pergamin.
Do końca XII wieku wyrobem pergaminu zajmowali się mnisi, korzystając z przyklasztornego inwentarza żywego. Wraz ze wspomnianym wiekiem, który przyniósł ze sobą rozwój miast, a więc i specjalizację rzemieślniczą wyrób pergaminu przeszedł w ręce zawodowych pergamistów (pergaminarii /pergamentarii lub membranarii).
Pergamista przy produkcji pergaminu.
Skórę kozy albo owcy pergamista najpierw moczył w wodzie aby poddać ją procesowi gnicia, dzięki któremu zaczęło naturalnie odpadać włosie. Następnie skórę suszyło się rozciągając ja na drewnianej ramie. Powierzchnię rozciągniętej skóry pergamista zaczynał wygładzać specjalnym półokrągłym nożem.
Ze względu na techniki wykonania pergaminu warto wspomnieć o dwóch jego rodzajach: południowego (charta italica) i północnego (charta teutonica).
Południowy pergamin wyrabiany był we Włoszech, Hiszpanii oraz południowej Francji. W tym przypadku wygładzano tylko jedną jego stronę drugą pozostawiając chropowatą (tę po stronie sierści). Tekst zapisywano tylko na tej jednej, gładkiej stronie (łac. Album). Tego rodzaju używano przeważnie do wystawienia dokumentów, których treść w większości przypadków nie wymagała zapisu dwustronnego.
Pergamin północny, wyrabiany w krajach na północ od Alp był wygładzany z obu stron i był nieco grubszy.

Różnice w obu technikach wynikają z tego, że w przypadku pergaminu tzw. Południowego produkowano go w krajach pamiętających antyczne tradycje pisania na papirusach, a więc jednostronnie. Tradycji takich nie było w krajach północnych. 
Mnich nabywający arkusze pergaminu.

środa, 25 listopada 2015

Pergamin, cz.I - historia

Wspominaliśmy, że powstanie najstarszego pisma średniowiecznego, czyli uncjały było związane z upowszechnieniem się pergaminu. Warto więc nieco bliżej zapoznać się z tym materiałem pisarskim, który został wyparty przez, dziś dobrze nam znany, papier.
Legenda głosi, że w czasach helleńskich mieszkańcy Pergamonu, miasta znajdującego się na wybrzeżu Azji mniejszej, wynaleźli sposób produkcji arkuszy pisarskich ze skór zwierzęcych. Powodem była próba pokonania monopolu miasta Aleksandrii na produkcję papirusu. Tyle legenda, a rzeczywistość, jak to zwykle bywa, była bardziej złożona.
Fragment egipskiej Księgi Umarłych, papirus

Pergamin znany był już znacznie wcześniej nawet w rodzinnym dla papirusu kraju, czyli Egipcie. Ponieważ wyrabianie arkuszy ze skór zwierzęcych było łatwiejsze niż sprowadzanie papirusu z kraju faraonów (wszak kozy, owce oraz cielęta żyły niemalże wszędzie) z czasem pisanie na skórach tychże zwierząt stało się powszechne. Nazwę pergamin bez wątpienia przejęła od Pergamonu, ale trudno dziś orzec czy właśnie to miasto z Azji Mniejszej upowszechniło jej używanie.
Papirus w starożytnym Rzymie miał się jednak całkiem dobrze – służył do pisania rzeczy wielkiej wagi, jak i kopiowania tekstów dla bibliotek najbardziej wybrednych rzymskich kolekcjonerów. Co ciekawe papirus używany był także sporadycznie w epoce średniowiecza. W kancelarii papieskiej wśród pergaminów znajdziemy dokumenty pisane na papirusie,  aż do XI w.
Strona z najstarszej papierowej książki chińskiej, 256 r. n.e.

W XII wieku, za sprawą arabskich kupców prosto z Chin przywędrował papier. Patrząc ze współczesnej perspektywy, gdzie papier pomimo powszechnej komputeryzacji jest wciąż wszechobecny może nam się wydawać, że wynalazek chiński zawojował średniowieczne skryptoria bardzo szybko. Nic bardziej mylnego. Trzeba było przynajmniej dwóch wieków, aby skrybowie stopniowo zaczęli się przyzwyczajać do nowego materiału pisarskiego, który całkowicie wyparł pergamin dopiero w epoce druku. Nie chodziło jedynie o tradycję. Zwierzęca skóra była po prostu trwalszym materiałem pisarskim, pomimo tego, że papier produkowany w średniowieczu był mocniejszy i bardziej wytrzymały niż ten dzisiejszy -celulozowy.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Wielkie kodeksy biblijne, część I - Codex Sinaiticus

Na blogu tynieckiego skryptorium pozostajemy w klimacie okrągłego pisma kodeksowego, czyli uncjały.
Mówiąc o uncjalnym piśmie nie można nie wspomnieć o kilku reprezentacyjnych dla tego pisma manuskryptach znanych pod jedną nazwą jako Wielkie kodeksy biblijne.
Są to jedyne zachowane uncjalne kodeksy zawierające teksty całej Biblii w języku greckim (tak Nowy, jak i Stary Testament).
Każdy z tych manuskryptów odnaleziono w innym miejscu, ale poza wspomnianym rodzajem pisma zawierają one więcej podobieństw, które pozwoliły badaczom umieścić je na liście pod jedna nazwą.
Na Wielkie kodeksy biblijne składają się cztery rękopisy: kodeks Synajski, Kodeks Aleksandryjski, Kodeks Watykański oraz Kodeks Efrema.
Chociaż Kodeks Synajski  został najpóźniej odkryty (w klasztorze św. Katarzyny na Górze Synaj w 1844 roku) to jednak okazał się być najważniejszym w swojej grupie, a zarazem jednym z  najważniejszych rękopisów Biblii w ogóle.
Codex Sinaiticus

Jest on bowiem najwcześniejszą kopią Nowego Testamentu i Septuaginty, powstałym w połowie IV w.
Książka zawierała oryginalnie 730 kart pergaminu, co dawało 1 460 stron. Szacuje się, że na jej wykonanie potrzebnych było około 360 kozich lub owczych skór.
Do czasów obecnych przetrwała połowa rękopisu. Najwięcej, bo aż 2/3 z nich, można znaleźć w Londynie oraz od kilku do kilkudziesięciu w Sankt Petersburgu, Lipsku, a także w klasztorze na Górze Synaj.

Dzięki British Library, której udało się zebrać to co z kodeksu Synajskiego zostało i poddać digitalizacji. W ten sposób możemy dzisiaj to dzieło sprzed ponad 1500 tysiąca lat podziwiać na stronie internetowej

wtorek, 13 października 2015

Uncjała


W poprzednim poście pisaliśmy co nieco o uncjale. 

Teraz demonstrujemy jak jej pisanie wygląda w praktyce, w wykonaniu uczestników warsztatów skryptorium w Opactwie tynieckim.
Zdjęcia: Barbara Bodziony






czwartek, 1 października 2015

24.6 mm


Zanim kopiści zaczęli używać minuskuły karolińskiej znanej nam chociażby z Sakramentarza tynieckiego , a jeszcze później bastardy, którą można podziwiać przeglądając pergaminowe karty De bello Iudaico, pismo przeszło wiele etapów rozwoju.
Kształt liter na przestrzeni dziejów zmieniał się nie tylko z powodu inwencji twórczej skrybów, ale także z powodu zmiany materiałów pisarskich.
Pojawienie się zaokrąglonej, pisanej jakby lżejszą ręką uncjały związane jest z przejściem pisarzy antycznych z papirusu i trzcinki na pergamin i pióro.
Ewangeliarz, BSB Clm 27270, ok 800r.

Włókna papirusu ułożone wzdłuż i w poprzek nie zostawiały skrybie zbyt wiele miejsca na eksperymentowanie z kształtem liter, a wąska trzcinka do tego nie zachęcała. Rozpowszechnienie się od IV w .n.e. pergaminu o gładszej fakturze, a w końcu wejście w użycie gęsich piór pozwalało na zaokrąglanie liter, dzięki czemu pismo wydaje się bardziej płynne.
We wczesnych rzymskich manuskryptach litery te miały wielkość jednej uncji (rzymska jednostka długości, wagi oraz objętości, odpowiednik angielskiego cala), a więc nie były większe niż 24.6 mm wysokości. Stąd właśnie, jak łatwo się domyślić, pochodzi nazwa tego pisma.
Uncjała była w użyciu do VIII wieku. Potem powoli zaczęło ją wypierać pismo minuskułowe, a uncjałą pisano już tylko przede wszystkim nagłówki. 

Tak się pisze uncjałą:


Zapraszamy  do Opactwa na kolejne warsztaty kaligrafii:
09–11.10.2015 – Uncjała (początkujący) / uncjała – VI wiek (zaawansowani)
http://kultura.benedyktyni.com/skryptorium-warsztaty/


czwartek, 3 września 2015

Kaligrafia da się lubić!


W sierpniu  w ramach cyklu wakacyjnych spotkań pt.:Średniowiecze da się lubić, organizowanych  przez Muzeum Historyczne Miasta Krakowa w Barbakanie pojawiły się pulpity z tynieckiego skryptorium.

Każdy przybywający tego dnia do krakowskiego Rondla  mógł wziąć do ręki gęsie pióro żeby dowiedzieć się czy pracę skryby da się lubić.






środa, 19 sierpnia 2015

Miniatury świata: Persja


Nie tylko świat chrześcijański ale i muzułmański słynął z pięknej kaligrafii, a także iluminacji.

Dzięki Pani Barbarze Bodziony mogli się o tym  przekonać uczestnicy ostatnich warsztatów, które jak zwykle odbyły się w Opactwie benedyktynów w Tyńcu.
Zdjęcia: Barbara Bodziony.

Starannosć...,

cierpliwość...

i dokładność.

Efekt? Wspólna radość i satysfakcja.

piątek, 26 czerwca 2015

"Niech żyje ręka, która tak doskonale pisze."

Pochylona nad pulpitem postać skryby pojawia się w wielu manuskryptach. Jest to niejako hołd złożony przedstawicielom tego trudnego i wymagającego rzemiosła.

O swej pracy kopiści średniowieczni zwykli pisać:

„Qui nescit scribere, nullum putat esse laborem,
quia quo tres digiti scribunt, totus corpus laborat”

„Ten, kto nie potrafi pisać, sądzi, że to żadna praca,
Lecz choć trzy palce piszą całe ciało pracuje.”

Nic więc dziwnego, że niektórzy ze skrybów swoje dzieła powstałe w wyniku ogromnego poświęcenia i wytężonej koncentracji prezentowali światu z dumą i raczej bez przesadnej skromności.

Jeden z XI-sto wiecznych kopistów, niejaki Hugo, wykorzystał fakt, że był tak skrybą jak i iluminatorem i namalował miniaturę ze swoją podobizną w kopiowanym przez siebie komentarzu do księgi Izajasza.
















Jeszcze dalej posunął się mnich Frotmundus, który na końcu przepisywanego tekstu z dumą obwieszczał czytelnikowi:

Niech żyje ręka, która tak doskonale pisze.
Czytelniku, jeśli chcesz znać imię kopisty
Wiedz, że jest nim Frotmundus,
Który z gorliwości przepisał całą księgę,
A to co przepisał było bardzo długie.
Jak wspaniale pobożne dzieło w ten sposób uczynił.
Błogosławiony Frotmundus, oto brat, który godzien jest miłości wiecznej.

Tematem najbliższych warsztatów iluminacji prowadzonych przez Panią Barbarę Bodziony będą właśnie miniatury przedstawiające mnichów skrybów.

Praca zdolnych iluminatorów na jednych z poprzednich zajęć wyglądała tak (zdjęcia Barbara Bodziony):





Na najbliższych zajęciach będzie równie twórczo i ciekawie.
Zapraszamy do Tyńca między 20 a 24 lipca na Skryptorium – warsztaty tygodniowe: Miniatura: Mnich skryba.


Niech żyją ręce, które tak doskonale malują!